środa, 9 marca 2016

3.Mój domek


         Dotknęłam dłonią policzka Jacoba i pokazałam mu mosiężny kluczyk, który dostałam dzisiaj od dziadków oraz nas dwoje idących lasem w stronę mojego nowego domku. Skinął tylko głową i poszedł powiedzieć Belli, że idziemy. Zanim wrócił wyszłam przed dom. Stałam tak zastanawiając się, jak wygląda jego wnętrze. Esme go urządzała, więc musiał być piękny. Wiedziałam tylko tyle, że jest w nim salon, a w salonie jest kominek, nad którym mogę sobie powiesić prezent od Alice i Rose. Zaczął wiać delikatny wiaterek. Zamknęłam oczy. Wiatr rozwiewał moje piękne, długie, kasztanowe loki. Sprawiał, że czułam się leciutka jak piórko. Dawał wrażenie jakbym unosiła się kilka centymetrów nad ziemią. Otwarłam oczy. Przede mną stał Jake i uśmiechał się szeroko.

- Słodko wyglądasz z tym rozmarzonym uśmiechem – szepnął – o czym myślałaś księżniczko? – nazywał mnie tak od zawsze, jednak od jakiegoś czasu sprawiało mi to większą przyjemność niż kiedyś. Dotknęłam jego policzka, oczywiście delikatnie się zarumieniłam i pokazałam mu o czym myślałam przez tą chwilę, kiedy na niego czekałam – Latać ci się zachciało? – zapytał z łobuzerskim uśmiechem i zanim zdążyłam odpowiedzieć złapał mnie za biodra i podniósł wysoko do góry obracając się wokół własnej osi. Uśmiechnęłam się i rozłożyłam szeroko ramiona. Tak dawno tego nie robił, a zawsze tak bardzo to uwielbiałam. Postawił mnie na ziemi – Chodźmy już. Inaczej do rana tam nie dojdziemy – zażartował. Poszliśmy powoli. Ludzkim tempem w stronę lasu. Jake jak to Jake zawsze próbował mnie rozśmieszyć, zawsze dbał o to, żebym była zadowolona, radosna i uśmiechnięta. Kiedy było mi smutno, wystarczało, że był, a humor od razu mi się poprawiał. Nie jedna dziewczyna na świecie chciałaby mieć takiego przyjaciela jak mam ja, ale mi to już nie wystarczało. Chciałam żeby był kimś więcej niż tylko moim przyjacielem. I choć nikomu tego nie powiedziałam i nie powiem, Jacob bardzo mi się podoba, oczywiście mówię teraz o wyglądzie. Jest niesamowicie przystojny. Jego ciemna karnacja pięknie kontrastuje z białymi zębami. Czarne włosy idealnie pasują do ciemno brązowych, dużych oczu Indianina. A te jego mięsnie… - Ness? Ziemia do Renesmee. Jesteś tam? – czy ja naprawdę o tym myślałam? Co się ostatnio ze mną dzieje…

- Przepraszam, trochę się zamyśliłam – uśmiechnęłam się do niego przepraszająco. Właśnie staliśmy przed drzwiami domku. Był piękny, piętrowy. Do drzwi wejściowych prowadziła kamienna ścieżka, a później kilka schodków na werandę. Ściany do wysokości schodów pokrywały owalne kamienie, a reszta pokryta była ciemnozielonym tynkiem.

- Daj kluczyk – powiedział Jacob z uśmiechem.

         Grzecznie podałam mu klucz i weszliśmy do środka. Korytarza nie było. Od razu wchodziło się do salonu, w którym już wisiał obraz ze mną i Jacobem pod postacią wilka. Cały domek urządzony był bardzo nowocześnie, w moim stylu. Dominował fiolet, czerwień, srebro i jasne odcienie szarości, jednak babcia nie zapomniała o delikatnych akcentach zieleni. Z tyłu domku był maleńki ogródek, kilka krzewów róż i nie wielkie oczko wodne, w którym pływały złote rybki.

- Zostaniesz tu dzisiaj ze mną? – zapytałam Jacoba. Widziałam, że był zadowolony moją propozycją, ale również zdziwiony. – Nie chcę pierwszą noc tutaj być sama – wyjaśniłam. Uśmiechnął się.

- Chętnie z Tobą zostanę – mówiąc to delikatnie mnie przytulił. Spuściłam wzrok zasłaniając twarz lokami, aby nie mógł zobaczyć rumieńców na moich policzkach. Jake nie jest głupi. Szybko zrozumie co się dzieje, pewnie nawet szybciej niż ja, a nie chciałabym, żeby to zniszczyło jakoś naszą przyjaźń. – Nessie – nadal nie podnosiłam wzroku – Popatrz na mnie – poprosił – wciąż czułam, że pieką mnie policzki. Widząc, że prośbami nic nie wskóra, położył dłoń pod moją brodę i stanowczym, a zarazem bardzo delikatnym ruchem uniósł moją twarz do góry. – Tyle razy widziałem jak się rumienisz, a ty dalej się tego wstydzisz? Powiedz kto zna cię lepiej ode mnie? – zapytał – Znam cię od pierwszych sekund twojego życia, Nessie, wiem, że coś się dzieje. Przede mną nic nie ukryjesz. – czyli od początku wiedział, że coś się zmieniło. A ja i tak starałam się to ukrywać.

- Możemy dzisiaj o tym nie rozmawiać? – zaproponowałam – Jak będę gotowa to na pewno ci powiem o co chodzi. Ale jeszcze nie teraz – chyba go przekonałam bo zapytał:

- To co będziemy dzisiaj robić? – uśmiechnęłam się do niego i dałam mu buziaka w policzek, po czym szepnęłam : „dziękuję”.

- Hmm… A może obejrzymy jakiś film? – Jacob uśmiechnął się łobuzersko i już chciał coś powiedzieć, ale mu przeszkodziłam – Oczywiście tym razem ty go wybierasz – zaśmiał się cichutko i podszedł do szafki pod telewizorem wybrać film.  Jakoś nie byłam zdziwiona, kiedy oznajmił mi, że jego wyborem jest : „Titanic”. Uwielbiałam ten film. Jake też bardzo go lubił. Mój przyjaciel włączył płytę i usiedliśmy na kanapie.

         Po dwóch godzinach zaczęłam się robić senna. Oparłam się o Jacoba, a on objął mnie ramieniem. Po kilku minutach zasnęłam. Kiedy się przebudziłam, wnosił mnie po schodach na górę. Położył mnie na dużym małżeńskim łóżku, przykrył kołdrą i chciał odejść.

- Zostań ze mną – powiedziałam łapiąc go za rękę. Już chciał usiąść koło łóżka, kiedy znowu mu nie pozwoliłam – Jake nie wygłupiaj się. Tutaj jest tyle miejsca a ty chcesz spać na podłodze? – słysząc moje słowa uśmiechnął się delikatnie i położył obok mnie na plecach. Przytuliłam się do niego, a on objął mnie ramieniem i zasnęłam.

         Śniło mi się, że chodziłam z nim za rękę po plaży w La Push. Świeciło słońce, było cieplutko, ale nikogo oprócz nas nie było na plaży. Wygłupialiśmy się, śmialiśmy się, świetnie się bawiliśmy. Byliśmy najlepszymi przyjaciółmi i parą jednocześnie. To wspaniałe rozwiązanie. Zawsze możesz porozmawiać z tą drugą osobą, wyżalić się komuś kto zna cię najlepiej. Kiedy coś jest nie tak, to właśnie on zauważy to pierwszy. Nagle sceneria snu zaczęła się zmieniać. Byłam sama w środku lasu. Biegłam. Uciekałam przed czymś. Nagle się obudziłam.

         Otwarłam oczy. Nadal przytulałam się do Jake’a, a on jeszcze spał. Zamknęłam oczy i próbowałam zasnąć, jednak już byłam wyspana. Leżałam tak i cieszyłam się tą chwilą. Wiedziałam, że szybko się nie powtórzy. Mój przyjaciel ostrożnie się poruszył. Udawałam, że śpię. Zaczął delikatnie smyrać mnie po ramieniu. Nie wiem ile to trwało, ale chciałam zatrzymać czas, żeby ta chwila nigdy się nie skończyła. Westchnęłam cichutko i zaraz tego pożałowałam.

- Nie ładnie tak udawać, że się śpi – powiedział Jake i rzucił we mnie poduszką, w tym momencie rozpętał wielką walkę na poduchy. 

2. Urodziny


            Weszłam do środka i usłyszałam głośne, radosne „niespodzianka”. Uśmiechnęłam się do nich szczerze. Wiedziałam, że Alice urządzi przyjęcie, jak co roku. Dziesiąty września, moje urodziny. Za trzy dni są urodziny Belli. Jednak ona nie lubi przyjęć i prezentów. Ale moją ciocię to nie interesowało. I tak każdego roku urządza jej imprezę. Skromną, bo tylko na takie jest w stanie zaciągnąć moją mamę. Kiedy ja pogrążyłam się w rozmyślaniach wszyscy zaczęli śpiewać „Sto lat!”. Uśmiechnęłam się jeszcze szerzej. Gdy już skończyli po kolei do mnie podchodzili. Pierwszy byli rodzice. Mocno mnie przytulili i odeszli na bok robiąc miejsce dla reszty. Następni podeszli do mnie dziadkowie – Esme i Carlisle. Później dziadek Charlie, Jacob – kiedy on mnie przytulał znowu się zarumieniłam – Rosalie i Emmett, a na końcu Jasper i Alice.

            W tej chwili do salonu weszła Esme niosąc ogromny tort pomarańczowy, na którym paliło się sześć różowych świeczek. Pomarańcze, chyba jedyne ludzkie jedzenie nie wliczając lodów i napoi, które mi smakowało.
- Pomyśl życzenie księżniczko i  zdmuchnij te świeczki zanim się wypalą – powiedział z uśmiechem Jake. Ten sam Jake, z którym wygłupiałam się dzisiaj na plaży, ten sam, który był przy mnie prawie każdego dnia mojego życia. Spojrzałam porozumiewawczo na mamę, aby wzięła mnie pod swoją tarczę i pomyślałam życzenie. „Chciałabym, aby mój przyjaciel był kimś więcej niż tylko przyjacielem” i wypuściłam powietrze z płuc wprost na różowe świeczki – zdradzisz mi co pomyślałaś? – pytał zaciekawiony, jakby każde słowo, które powiem było cenniejsze niż wszystko inne na świecie.

- Nie, bo się nie spełni – tak naprawdę nie chciałam, żeby ktoś dowiedział się o czym myślę od kilku dni.

- Dobra koniec tego gadania – usłyszałam wysoki głosik Alice. Piękna, niska wampirzyca o twarzy chochlika i krótko ściętej, stojącej na wszystkie strony, kruczoczarnej fryzurce. Kochała urządzać przyjęcia, to właśnie ona urządzała wszystkie imprezy w naszej rodzinie. Nawet wesele rodziców, wtedy jednak troszkę pomagała jej babcia Esme – pora na… - zawiesiła teatralnie głos – PREZENTY! – wykrzyknęła radośnie. – No chodź Nessie. Pierwszy ten od Esme i Carlisle’a.

            Podała mi małe pudełeczko owinięte w fioletowy papier ozdobny z czerwoną wstążeczką. Rozwiązałam kokardkę i podniosłam wieczko. Moim oczom ukazał się niewielki mosiężny kluczyk, a pod spodem karteczka z napisem : „Nessie, mamy nadzieję, że twój nowy domek Ci się spodoba. Jest niedaleko kamiennego domku i naszego domu, więc będziesz mogła odwiedzić nas w każdej chwili. Dziadek i Babcia.” Naprawdę się wzruszyłam. Faktycznie od jakiegoś czasu marzyłam o własnym, malutkim domku gdzieś w pobliżu, ale nie sądziłam, że rodzice się na to zgodzą. Wstałam, podbiegłam do dziadków i mocno ich uściskałam.

- Dziękuje, dziękuję, dziękuje! – krzyknęłam radośnie.

- Czyli mamy rozumieć, że prezent ci się podoba? – spytała Esme.

- Oczywiście, że tak. Jakże mogłoby być inaczej? – to pytanie retoryczne upewniło wszystkich, że prezent był trafiony w stu procentach.

            Następne pudełeczko, które podała mi Alice było w jasnozielonym papierze prezentowym i miało ciemnozieloną kokardkę. Ten był od Jacoba. Serce zaczęło mi troszkę szybciej bić, a policzki nabrały delikatnie czerwonej barwy. Rozwiązałam wstążeczkę i podniosłam pokrywkę. Była tam bransoletka z rdzawo brązowym wilkiem, bardzo podobna do tej, którą Jake kiedyś zrobił mojej mamie, jednak na tej w pudełku wisiał dwa razy większy wilk. Byłą piękna. Spojrzałam na przyjaciela i ruchami warg powiedziałam „Dziękuję”. Uśmiechnął się do mnie i skinął głową na znak, że zrozumiał. Kolejny prezent, który podała mi ciocia był od rodziców. Poznałam, po niebieskim papierze, w który owinięty był prezent. Powolutku zdarłam go i otwarłam pudełko. Kupili mi duży, dotykowy telefon htc w kolorze srebrnym. Był śliczny. Szybko ich przytuliłam i usiadłam znowu na kanapie.
- No to teraz nasz – powiedział Emmett i podał mi niezapakowane granatowe pudełeczko. „Nasz” to znaczy od niego i Jaspera. Otworzyłam je i znalazłam w nim kluczyki do sportowego, czarnego audi R-10. Po raz kolejny wstałam i mocno ich przytuliłam. Kolejny prezent był od dziadka Charliego. Rozpakowałam go. Była to książka. Kochałam czytać i on doskonale o tym wiedział.

- „1001 legend świata”, w moim guście – powiedziałam z uśmiechem patrząc na dziadka i jego również uściskałam.

- No to został już tylko nasz – powiedziała Rose – twoja mama zabroniła nam kupować ci jakiekolwiek ubrania lub buty – w tym momencie Alice zrobiła smutną minę – dlatego mamy dla ciebie coś innego – i teraz obie się uśmiechnęły. Spojrzały na siebie, wbiegły po schodach na górę, a już po sekundzie były spowrotem na dole. Trzymały w rękach ogromny obraz, na którym ktoś zamieścił scenę sprzed kilku dni. Słoneczna polanka, Jacob, leżący pod postacią wilka i ja, siedząca i opierająca się o niego. Był wspaniały. – powiesisz go sobie nad kominkiem w swoim domku, piękny prawda?

- Przepiękny. – w oczach miałam łzy, Jake podszedł do mnie, objął mnie i ramieniem i powiedział:

- Tak, jest wspaniały – teraz naprawdę wyglądało to bardziej jakbyśmy byli parą, a nie przyjaciółmi, ale nie przeszkadzało mi to. Znowu się zarumieniłam, ale tym razem nie spuszczałam wzroku. Wpatrywałam się w ten cudowny obraz i wspominałam tamten dzień.

- Co powiesz na małą przejażdżkę księżniczko?- zapytał Jacob uśmiechając się do mnie łobuzersko. Uwielbiałam ten uśmiech. Serce zaczęło mi trochę szybciej bić i lekko się zarumieniłam.

- Jasne- odpowiedziałam mu również uśmiechem. Jake zniknął na moment w drzewach i po chwili wrócił pod postacią rdzawo brązowego wilka. Schylił się bym mogła wejść mu na grzbiet. Złapałam dłońmi sierść na jego karku i pobiegł w las.

 Był śliczny słoneczny dzień. Biegł tak przez kilka minut. Nagle poczułam potrzebę, żeby się do niego przytulić, więc po prostu położyłam się na brzuchu i objęłam jego szyję. Zatrzymał się na ślicznej polanie. Zeskoczyłam z niego i znowu na kilka sekund zniknął w drzewach.

            Wrócił, jak to miał w zwyczaju, w samych spodniach, bez koszulki. Po raz kolejny tego dnia serce zabiło mi mocniej i szybciej, moje policzki nabrały czerwonej barwy.

- Tak mocno się mnie trzymałaś jak biegliśmy, coś się stało, przestraszyłaś się czegoś?- zapytał lekko zaniepokojony.

- Nie, nic się nie stało, po prostu… - urwałam, trochę wstyd mi było to przyznać, ale spojrzał na mnie wzrokiem mówiącym „mi możesz powiedzieć wszystko”, więc się przełamałam- po prostu chciałam się do ciebie przytulić. – uśmiechnął się słodko i usiadł koło mnie na trawie. Siedzieliśmy tak ponad godzinę, po czym Jake powiedział, że powinniśmy się już zbierać. Zniknął trzeci raz dzisiaj, aby zmienić się w wilka i wrócił po kilku sekundach.

- Możemy posiedzieć jeszcze kilka minut? Proszę – powiedziałam kiedy się schylał. Już chciał iść wrócić do swojej ludzkiej postaci, gdy zatrzymałam go – możesz zostać tak – powiedziałam uśmiechając się. Położył się powrotem na trawie. A ja usiadłam i się o niego oparłam. Nawet nie pamiętam, kiedy wtedy zasnęłam.
To właśnie ten moment był uwieczniony na obrazie od Alice i Rose.”

            Moje rozmyślania przerwało głośne chrząknięcie Jacoba. Jeszcze raz spojrzałam na obraz, uśmiechnęłam się do wspomnień i zaczęłam razem z resztą rodziny świętować moje urodziny.

1. Co się ze mną dzieje?


         Rano obudziłam się w moim pokoju. Był piękny. Ściany w kolorze fiołkowego fioletu, jasne meble i ciemno fioletowa pościel w białe kwiaty, podobnie jak firanka. Wesołym krokiem poszłam do łazienki, wzięłam ciepły prysznic, umyłam włosy i poszłam do garderoby wybrać strój na dzisiaj. Postanowiłam ubrać czarne rurki, czerwono-fioletową koszulę w kratę i ciemne buty na wysokim obcasie. Włosy zdążyły mi już wyschnąć, więc spięłam je w wysoki koński ogon i zeszłam na dół. Rodzice od lat próbują przekonać mnie do ludzkiego jedzenia, jednak jedyne co mi smakuje, to lody owocowe i napoje.

            Po chwili postanowiłam, że nie będę siedzieć w domu, a nie mogłam iść do dziadka Carlisle’a, bo wszyscy są na polowaniu. Nie wierzę, że Alice myślała, iż się na to nabiorę, ale nie będę jej przeszkadzać, niech się trochę pobawi. Postanowiłam, że w takim razie pójdę do Jacoba. Wyszłam z naszej chatki, z opowieści rodziców wiem, że dostali ją od dziadków zaraz po przemianie mamy. Ruszyłam biegiem w stronę La-Push. Mimo że jestem tylko pół-wampirem, biegam szybciej i jestem tylko trochę słabsza od Emmetta, bo w moich żyłach i tkankach nadal jest krew, tak jak u nowonarodzonych wampirów. Minęły może dwie minuty i byłam na miejscu. Podeszłam do drzwi i zapukałam, otworzył je tata Jake’a:

 - Cześć Billy, jest Jacob? – zapytałam uśmiechając się serdecznie. Zawsze bardzo lubiłam tego starszego mężczyznę. Mimo że porusza się na wózku jest zawsze pełen energii.

  - Nie, ale poszedł przed chwilą na plażę. Na pewno go dogonisz – uśmiechnął się i pokazał mi, w którą dokładnie stronę pobiegł mój przyjaciel.

            Po chwili już byłam na miejscu. Zauważyłam Jacoba kilkadziesiąt metrów dalej, rozmawiał z Sethem, który w tym momencie mnie zauważył. Przyłożyłam palec do ust, na znak, żeby nic mu nie mówił. Podbiegłam do niego cichutko i wskoczyłam na plecy, zasłaniając oczy. Na początku był zaskoczony, ale po chwili już wiedział, że to ja i tak jak kiedyś zaczął mną podrzucać. Nasz przyjaciel chyba to sobie przypomniał, bo zaczął tarzać się po piasku. Minęło dobre dziesięć minut zanim się opanował. Kiedy był już wstanie samodzielnie wstać, przytulił mnie i szepnął na ucho: „Wszystkiego najlepszego!”. Uśmiechnęłam się i powiedziałam ciche: „Dziękuję”, po czym postanowiłam, że pora trochę się pośmiać. Kiedy Jake oglądał pływające przy brzegu ryby, pochlapałam go wodą. Zrobił bardzo dziwną minę i widziałam, że coś knuje…

 - Oj Nessie, Nessie – spojrzał na mnie i już wiedziałam, co chce zrobić. Wziął mnie na ręce i powiedział – Szkoda niszczyć takie ładne ubrania – i wrzucił mnie do wody. Nie byłam mu dłużna i pociągnęłam go za sobą. Teraz oboje leżeliśmy  w wodzie i śmialiśmy się z miny Setha.

            Wstałam i wybiegłam na brzeg. Zrobiłam minę obrażonej dziewczynki i odwróciłam się na pięcie, żeby odejść. Jacob oczywiście się na to nabrał. Podszedł do mnie i poprosił, żebym została jeszcze chwilę, po czym mnie przytulił. Zarumieniłam się, bo rzadko się przytulaliśmy. Kiedy poczułam jego dłonie na swoim ciele przeszedł mnie miły dreszczyk. Nie wiedziałam co się dzieje.

 - Jake, nie obraź się, ale naprawdę muszę już iść – skłamałam. Musiałam wszystko sobie przemyśleć – Do zobaczenia – odwróciłam się i poszłam do domu. Szłam przez las bardzo powoli i myślałam o wszystkim co ostatnio dzieje się w moim życiu. Coraz częściej w obecności Jacoba przechodziły mnie miłe dreszcze, nawet, gdy przez przypadek przejechał opuszkami palców po mojej skórze. Często się rumieniłam, wystarczyło tylko spojrzeć w jego oczy i już krew napływała mi do policzków. Nawet nie zauważyłam, kiedy znalazłam się w swoim pokoju. Podeszłam do okna i usłyszałam chrząknięcie. Spojrzałam na łóżko, a na nim siedział uśmiechnięty Jake.

 - Długo ci zeszło – powiedział patrząc mi w oczy, co wywołało rumieniec – Zupełnie jakbyś szła ludzkim tempem.

 - Bo tak szłam – przyznałam szczerze i odwróciłam wzrok, aby schować choć trochę rumieniec. Podszedł do mnie od tyłu, złapał za ramiona i odwrócił przodem do siebie. Patrzyłam na swoje stopy.

- Spójrz na mnie – poprosił szeptem. Nadal tępo wpatrywałam się w podłogę. Zdjął jedną rękę z mojego ramienia i palcem wskazującym uniósł moją głowę do góry, tak żebym na niego spojrzała. Oczywiście zarumieniłam się jeszcze bardziej. Chciałam się odwrócić, żeby tego nie zauważył, ale mi nie pozwolił. – Nessie, co się dzieje? Dlaczego tak szybko uciekłaś z plaży? I dlaczego szłaś tutaj tak wolno? – zadawał pytanie za pytaniem. Na żadne z nich nie chciałam odpowiadać – za każdym razem, jak na ciebie patrzę odwracasz wzrok… Ness, księżniczko o co chodzi? – nazywał mnie księżniczką od zawsze, jednak nigdy nie było to aż tak miłe. Po całym moim ciele przeszło przyjemne ciepło, a policzki zaczęły piec mnie jeszcze bardziej.

- Nic się nie dzieje – skłamałam – a szłam tak wolno, bo miałam ochotę na spacer – odważyłam się spojrzeć w jego oczy i od razu tego pożałowałam. Kiedy tylko zobaczył wyraz moich upewnił się, że kłamię.

- Jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi od zawsze, mi możesz wszystko powiedzieć – próbował zachęcić mnie do mówienia

- Jake, wiem, że jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi, ale naprawdę nie wiem co się dzieje – znowu kłamałam. Teraz już doskonale wiedziałam co się dzieje. – Chyba powinnam się przebrać – powiedziałam, żeby zmienić temat – Alice mnie zabije, jeśli w takim stroju pojawię się na przyjęciu niespodziance.

- Tak chyba masz rację – uśmiechnął się delikatnie – ale pamiętaj, nie skończyliśmy jeszcze tej rozmowy – skinęłam głową i poszłam się przebrać.

            Założyłam krótką błękitną sukienkę na ramiączkach, którą dostałam  niedawno od Rose. Była piękna. Na wcięciu talii miała troszkę ciemniejszy pasek z granatowymi kryształkami. Do tego założyłam granatowe sandałki na koturnie, rozpuściłam i wyprostowałam włosy. Wybrałam biżuterię i ruszyłam do domu dziadków. Uwielbiałam biegać. Ten wiatr we włosach. Tyle pięknych krajobrazów. Przyznam wam się, że nie lubię pająków, jednak kropelki rosy na pajęczynie wyglądają magicznie. Delikatnie połyskują w blasku zachodzącego słońca i „tańczą”  na sieci. Powoli zbliżałam się do rzeki. Alice przeszła samą siebie. Ta niska wampirzyca o urodzie chochlika obwiesiła balonami wszystkie drzewa od rzeki aż do domu Cullenów. Nie lubiłam mówić do nich „ciociu” czy „wujku” byli za młodzi. A Carlisle i Esme? Wyglądali jakby mieli trochę ponad trzydzieści lat, a byli moimi dziadkami. Za to ja wyglądałam już jak szesnastolatkę. Od urodzenia rosłam bardzo szybko, jednak z każdym dniem coraz wolniej. Jeszcze rok i na wieki przestanę się zmieniać. Tylko włosy, one nadal będą rosły. Zrobiłam jeszcze kilka kroków i stanęłam przed drzwiami.

Prolog

                       Nareszcie  nadszedł ten dzień, moje szóste urodziny. Od dawna na nie czekałam. W końcu będę mogła prowadzić samochód, a za rok pójdę do szkoły… A to znaczy, że nie będę się już zmieniać. Może i mam tylko sześć lat, ale wyglądam na co najmniej szesnaście. Uwielbiam niespodzianki i wiem, że moja kochana ciocia Alice coś wymyśli, tak jest co roku… Czasami mam wrażenie, że jestem najszczęśliwszą dziewczyną na świecie, przecież mam wspaniałych rodziców, rodzinę, najlepszego przyjaciela pod słońcem , ale przychodzą chwile, w których zdaję sobie sprawę z tego, że czegoś jednak mi brakuje. A najgorsze jest to, że nie wiem czego… Uwielbiam się stroić, czesać, malować… Chyba jak każda dziewczyna, no z wyjątkiem mojej mamy. Od kilku dni mam wrażenie, że niedługo w moim życiu coś się zmieni. Mam nadzieję, że na lepsze, może wreszcie znajdę to, czego w moim życiu brakuje… O kurczę, zapomniałabym. Nazywam się Renesmee, Renesmee Carlie Cullen, ale wszyscy nazywają mnie Nessie. Tą ksywkę po potworze z Loch Ness dał mi zaraz po narodzinach mój najlepszy przyjaciel – Jacob. Jestem hybrydą człowieka – mojej mamy i wampira – taty.