Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nessie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nessie. Pokaż wszystkie posty

środa, 9 marca 2016

6. Rozmowa


         Nie poszedł do salonu, zrobił tylko kilka kroków i odwrócił się w moją stronę jednocześnie zamykając drzwi wejściowe. Patrzył na mnie wzrokiem pełnym dezorientacji, może nawet strachu.

   - O kim Ty do jasnej cholery mówisz, Ness? – nie miałam ochoty na zabawę w kotka i myszkę, wystarczająco raniło mnie to, że pokochał kogoś, kto nie jest mną.

   - Nie udawaj głupiego, dobrze wiesz o czym mówię – niesamowite, jak ten chłopak potrafi działać czasem na nerwy, ale jednocześnie nie potrafię sobie wyobrazić życia bez niego. No tak, teraz już będę musiała… - Opowiadasz mi o wpojeniu, strasznie się przy tym denerwując, jąkając się, to do Ciebie nie podobne, więc… - spojrzałam na niego niepewnie. Nie chciałam znowu się rozpłakać dlatego wzięłam głęboki oddech i mówiłam dalej – poskładałam fakty. Wpoiłeś się w jakąś dziewczynę – jego wyraz twarzy trochę się zmienił. Już nie było strachu w jego oczach, jednak zdziwienie z sekundy na sekundę stawało się wyraźniejsze. – Powiesz mi kim jest ta szczęściara? – w sumie nie wiem, po co pytałam. Po prostu musiałam to wiedzieć.

   - Szczęściara? – uśmiechnął się lekko, a moje serce zabiło szybciej. Trochę dlatego, że to był Jacob i był niesamowicie przystojny, w dodatku lekko uniesione w górę kąciki ust dodawały mu uroku, a trochę dlatego, że zaraz miałam dowiedzieć się kim jest dziewczyna, która odebrała mi Jake’a. Skinęłam głową – Zazdrosna jesteś? – już prawie się śmiał, a do mnie powoli docierały jego słowa. Lekko się zarumieniłam, poczułam jak pieką mnie oczy, a w gardle formuje się gula. Szybko minęłam go i zrobiłam może ze dwa kroki w stronę salonu, szepcząc „nie”. Złapał mnie za rękę i odwrócił twarzą do siebie, w chwili, kiedy pierwsze łzy zaczęły spływać po moich policzkach. Uniósł swoje dłonie i starł je kciukami, przy okazji pilnując, żebym patrzyła mu w oczy, gdy wypowiadał zdanie, którego nigdy nie zapomnę – Och, moja mała, głupiutka księżniczko. Jedyna dziewczyna na świecie, w którą chciałbym się wpoić i co stało się w pierwszej chwili, w której ją zobaczyłem byłaś, jesteś i będziesz tylko Ty. Kocham Cię i już zawsze będę – zaniemówiłam. W tamtej chwili zrozumiałam reakcję Setha. Niepotrzebnie zmusiłam Jacoba do wyjścia, gdybyśmy wtedy porozmawiali, zaoszczędziłabym sobie tyle cierpienia…

         Przez moje rozmyślania nawet nie zauważyłam kiedy znalazł się tak blisko mnie. Pochylił się i nasze usta dzieliły tylko milimetry. Momentalnie przez moje ciało przeszły delikatne, jakże przyjemne dreszcze, ale to było nic  w porównaniu z tymi, które nawiedziły moje ciało, kiedy złączył nasze wargi w słodkim, czułym pocałunku. Nie mogłam w to uwierzyć. Był tutaj, ze mną, powiedział, że mnie kocha, a teraz mnie całował. Oderwał się ode mnie i chciał się odsunąć, ale nie pozwoliłam mu na to. Wyszeptałam „ja Ciebie też” i przyciągnęłam go znowu do siebie, tym razem bardziej drapieżnie. Jake wziął mnie na ręce i przyparł do ściany. Z każdą sekundą nasze pocałunki zmieniały się w bardziej namiętne, a mi zaczynało brakować tchu. Przejechałam dłonią po jego policzku i poczułam jak się uśmiecha.

   - Jeśli za każdym razem masz zamiar pokazywać mi wszystkie swoje myśli, to możesz być pewna, że będę całował Cię bardzo często – powiedział opierając swoje czoło o moje. Zaczęłam się cicho śmiać, bo zdałam sobie sprawę z tego co się stało. Wtuliłam się w niego i wiedziałam, że już nigdy nie będę chciała go puścić. 

_______

Krótki, ale mam nadzieje, że się spodoba :)

5. Wpojenie


                  Widziałam jak bardzo zdziwiony był Seth, który słyszał naszą krótką wymianę zdań. W tej chwili, jednak nie bardzo mnie to interesowało. Jacob musiał wyjść. Czułam, że pieką mnie oczy, co było oznaką napływających do nich łez. Nie powiedziałam nic więcej, więc ruszył do drzwi. Zanim wyszedł odwrócił się w moją stronę i widziałam smutek w jego oczach. Chciał mi powiedzieć, że wpoił się w jakąś dziewczynę, jakby nie zauważył, że mnie to zrani. Z drugiej strony, chciał być ze mną szczery, w końcu jesteśmy przyjaciółmi. Z każdą sekundą byłam bliższa płaczu. To jego wina. Zawsze przy mnie był. Przyzwyczaił mnie do swojej obecności. Widywaliśmy się codziennie, z małymi wyjątkami. Dbał o to, żebym miała dobry humor. Sprawił, że zakochałam się w nim. Właśnie w tym momencie pierwszy raz, przyznałam się samej sobie, że kocham Jake’a. Z moich oczu popłynęły łzy i poczułam jak Seth mnie przytula. Wtuliłam się w niego bardziej, próbowałam się uspokoić, jednak na marne.

   - Ness, co się dzieje? – zapytał zmartwionym głosem – pokłóciliście się?

   - N..nie – wydukałam przez łzy. Nie pamiętam, żebym kiedyś czuła się taka smutna. Zawsze humor poprawiał mi Jacob i zanim zdążyłam na dobre się rozpłakać, już się śmiałam, tak, że aż bolał mnie brzuch. Nie mogłam znieść myśli, że już nie będziemy spędzali ze sobą tyle czasu. W zasadzie teraz może wcale nie będziemy się spotykać, tylko czasami jak sobie o mnie przypomni, napisze lub zadzwoni. Z moich oczu popłynęła kolejna fala łez. Widziałam, że Seth nie wie, jak się teraz zachować, ale nie musiał nic robić. Sama świadomość, że nie jestem teraz sama, wiele dla mnie znaczyła. Byłam głupia, że przez tyle czasu się łudziłam. To, że był moim przyjacielem, nie znaczyło, że się we mnie zakocha. Nigdy nie czuł do mnie nic więcej, przecież byłam tylko jego przyjaciółką, córką jego przyjaciół.

   - Więc co się stało? – był spokojny, ale słyszałam, że się martwi. W końcu Jacob był jego najlepszym przyjacielem, to normalne, że chciał wiedzieć co się stało. Wzięłam głęboki oddech, żeby się uspokoić i mu opowiedzieć, ale jeden nie wystarczył. Stałam tak przytulona do niego i próbowałam przestać płakać, jednak to nic nie dawało. Odwróciłam się od Setha i mój wzrok przykuł obraz nad kominkiem. Rdzawo brązowy wilk leżący na polanie, a ja oparta  o jego bok. Zamknęłam oczy i wyszeptałam drżącym głosem.

   - Jake wpoił się w jakąś dziewczynę – Seth przez chwilę milczał, a później odwrócił mnie przodem do siebie. W jego oczach zdziwienie mieszało się z niedowierzaniem. Nie wiedziałam, co było powodem jego dezorientacji, ale niestety tak było. Jacob by mnie nie okłamał.

   - O czym Ty mówisz? Przecież to niemożliwe. – był pewny siebie i tego co mówił. Może jeszcze o tym nie wiedział, ale wkrótce się dowie. – Musiałaś go źle zrozumieć! – Prawie krzyknął, tak był tym wszystkim przejęty. Patrzyłam na niego i zastanawiałam się, czy powiedzieć mu o przebiegu rozmowy z przyjacielem, czy zaczekać aż sam mu powie. Wybrałam tą drugą opcję, bo wiedziałam, że kiedy tylko zacznę o tym opowiadać, znowu zacznę płakać, a tego nie chciałam. Dopiero udało mi się opanować łzy. Nienawidziłam płakać, czułam się wtedy taka bezbronna, słaba, a teraz musiałam być silna. Musiałam złożyć w całość moje pęknięte serduszko i udawać, że nic się nie stało. Nie mogłam pozwolić na to, żeby ktoś poza Sethem wiedział, jak zareagowałam na wiadomość Jake’a.

   - Mam do Ciebie prośbę – powiedziałam i zanim zdążył się odezwać dokończyłam – Nie mów nikomu, że płakałam, proszę – widziałam, że niechętnie się na to godzi, ale zrobił to dla mnie. Byłam zmęczona całym dniem, więc zaproponowałam, żebyśmy zobaczyli jakiś film. Usiedliśmy na kanapie i jeszcze przez rozpoczęciem filmu zasnęłam.

         Spacerowałam po plaży w La-Push. Wiedziałam, że nie jestem sama, jednak nie miałam pojęcia, kto jest ze mną. Ten ktoś trzymał mnie za rękę, ale nie mogłam odwrócić głowy, żeby sprawdzić kto to. Byłam zafascynowana zachodem słońca. Wyglądało to, jakby nurkowało w oceanie, z każdą minutą było coraz niżej, teraz już prawie znikało, zostawiając na niebie różowo-pomarańczowe smugi. Nawet chmury nabrały takich barw. Wyglądało to magicznie. Kiedy już zaszło, odwróciłam się do osoby, z którą tu przyszłam i nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Za rękę trzymał mnie Jacob i szeroko się do mnie uśmiechał.

   - I jak księżniczko, podobało Ci się? – spytał dotykając dłonią mojego policzka. Odwzajemniłam jego uśmiech i skinęłam głową. Pochylił się lekko w moją stronę, a moje ciało przeszły przyjemne dreszcze. Nasze usta dzieliły milimetry, a ta chwila zdawała się być wiecznością. Wreszcie złączył nasze usta, a ja otworzyłam oczy. Leżałam na kanapie w salonie, a Seth siedział obok mnie i oglądał jakąś komedie. Dlaczego to był tylko sen…
         Resztę dnia spędziłam na kanapie. Pod wieczór odważyłam się i napisałam Jacobowi SMSa.

„Chciałabym Ci życzyć szczęścia z tą dziewczyną”

         Patrzyłam na ekran i czekałam na jego odpowiedzieć, jednak nie dostałam żadnej wiadomości. Poszłam pod prysznic i kiedy chciałam się położyć spać usłyszałam pukanie do drzwi. Zeszłam na dół i nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Na werandzie stał Jake z telefonem w ręce.

   - Z jaką dziewczyną? – zapytał wskazując ekran.                 

   - Z tą, o której dzisiaj chciałeś mi powiedzieć. – odpowiedziałam i wpuściłam go do domku.

4. Spacer


         Siedziałam na kanapie w moim domku i myślałam o tym jak wszystko zmieniło się w ciągu ostatnich tygodni. I nie chodzi o wygląd, urosłam tylko kilka milimetrów, a twarz prawie się nie zmieniła. Mieszkałam teraz sama w swoim pięknym domku, miałam swój samochód, można powiedzieć, że miałam wszystko, jednak coś nie dawało mi spokoju. Codziennie budziłam się i w pamięci zostawał niedokończony, cudowny sen. Zawsze urywał się w tym samym momencie. Za każdym razem miałam nadzieje na zobaczenie chociaż kilku sekund więcej, jednak to się nigdy nie zdarzało. Zamknęłam oczy i zasnęłam. Jednak nie dane mi było długo pospać. Po kilku minutach z objęć morfeusza wyrwało mnie ciche pukanie.

         Leniwie zebrałam się z kanapy i powoli, szurając nogami poszłam zobaczy kto mnie obudził. Otworzyłam drzwi i moim oczom ukazał się, jak zawsze, uśmiechnięty Jacob.

- Witaj księżniczko! – powiedział radośnie – co dzisiaj porabiasz?

- Cześć Jake – uśmiechnęłam się delikatnie – na razie się nudzę, ale nie chce mi się nigdzie wychodzić. Jeśli chcesz możesz zostać tu ze mną.

- Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem – mówiąc to ukłonił się teatralnie i oboje zaczęliśmy się śmiać.

         Rozpaliliśmy w kominku i zaczęliśmy oglądać jakiś film. Nie miałam zielonego pojęcia, dlaczego Jake ciągle się śmieje. Wpatrywałam się w obraz, który dostałam od Rose i Alice. Myślami byłam na tamtej łące, przeżywałam ten dzień po raz kolejny. Kiedy skończył się film zaproponowałam spacer. Szliśmy powoli, ludzkim tempem. Świeciło słońce, las sprawiał wrażenie magicznego miejsca wyciągniętego z bajki. Nie wiem jak długo szliśmy w milczeniu, nie przeszkadzało mi to, mogłam swobodnie dryfować między wspomnieniami.

         Usiadłam na kamieniu obok strumienia, a Jake obok mnie. Obserwowałam kolorowe ryby i ptaki na drzewie, nie odezwałam się ani słowem. Nadal byłam nieobecna.

- Nessie? – głos Jacoba wyrwał mnie z zamyślenia.

- Tak?

- Wszystko w porządku? – spytał zmartwionym głosem – jesteś dzisiaj taka cicha i spokojna, jak nie ty – uśmiechnęłam się do niego delikatnie.

- Nic mi nie jest, po prostu jestem trochę zamyślona – przyłożyłam mu dłoń do policzka i pokazałam jak kiedyś razem się bawiliśmy. Bieganie po lesie, podrzucanie w powietrze, łaskotki, moje pierwsze kroki, pierwsza piosenka jaką zaśpiewałam, cokolwiek robiłam on zawsze tam był. Nie pamiętam dnia, żeby nie było go przy mnie. Byliśmy najlepszymi przyjaciółmi od dnia moich narodzin. Uśmiechnął się delikatnie, spojrzał mi w oczy i chyba chciał coś powiedzieć, ale nie pozwoliłam mu. Wstałam z kamienia i poszłam dalej. Jake złapał mnie za rękę i odwrócił przodem do siebie.

- Muszę ci coś powiedzieć – zaczął powoli, lekko zdenerwowany – wiesz… wilkołaki czasem wpajają się w kogoś… wiesz co to wpojenie. Opowiadałem ci kiedyś o tym. Już nie grawitacja trzyma cię na ziemi, tylko obiekt twojego wpojenia. Ta osoba jest dla ciebie najważniejsza na świecie. Zrobisz wszystko, żeby tylko była szczęśliwa- o nie, nie, nie! Nie wiem dlaczego, ale zrobiło mi się strasznie smutno. Oczy zaczęły delikatnie piec, co zwiastowało, nadejście łez, a gardło zaczęło się zaciskać. Tysiące myśli na sekundę przepływało przez moją głowę. Tylko nie to. Wiedziałam, że to kiedyś  nastąpi, ale nie teraz. Nie mogę tak szybko stracić mojego przyjaciela dla jakiejś dziewczyny. Nigdy nawet nie zastanawiałam się, jakby to było, gdybyśmy rzadziej się widywali. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że mogłoby go nie być w moim życiu.

- Jake, nie musisz mi się tłumaczyć – powiedziałam z udawanym uśmiechem – a teraz wybacz, ale muszę już iść – mówiąc to odwróciłam się i szybko pobiegłam do swojego domku, zamknęłam drzwi na klucz, oparłam się o nie i zsunęłam na podłogę. Objęłam rękami kolana i próbowałam powstrzymać łzy. Nie przyniosło to jednak efektu. Jedna za drugą zaczęły spływać po moich policzkach i nic nie potrafiłam z tym zrobić. Z minuty na minutę robiłam się coraz smutniejsza. Po kilku minutach postanowiłam napisać do Setha. Wyjęłam telefon z kieszeni i zaczęłam wpisywać wiadomość :”Cześć. Mógłbyś do mnie na chwilkę wpaść? Nessie”. Minęło może dwadzieścia sekund i odpisał „Pewnie. Jestem u Ciebie za dziesięć minut”.

         Poszłam do łazienki i umyłam twarz, moje włosy wyglądały jakbym dopiero się obudziła, więc zrobiłam fryzurę od początku i czekałam na przyjaciela. Usłyszałam kroki przed domkiem, więc poszłam otworzyć drzwi. Na werandzie stał Jake.

- Nessie, posłuchaj mnie przez dwie minuty, proszę – tak mnie zaskoczył, że nie potrafiłam nic powiedzieć, więc tylko skinęłam delikatnie głową i pokazałam, żeby wszedł do środka – musiałaś mnie dzisiaj źle zrozumieć. – miał bardzo smutną minę – nie rozumiem dlaczego tak szybko uciekłaś, nie chciałem powiedzieć nic, na co mogłabyś tak zareagować. – a jak miałam zareagować na wiadomość, że wpoił się w jakąś dziewczynę? Może miałam skakać z radości, że prawie nie będziemy się widywać? – dlaczego tak na mnie patrzysz? Nessie jesteś dla mnie bardzo ważna. Naprawdę – w tym momencie pojawił się Seth.

- Jacob, myślę, że powinieneś już pójść – powiedziałam i spojrzałam błagalnie na Setha. 

3.Mój domek


         Dotknęłam dłonią policzka Jacoba i pokazałam mu mosiężny kluczyk, który dostałam dzisiaj od dziadków oraz nas dwoje idących lasem w stronę mojego nowego domku. Skinął tylko głową i poszedł powiedzieć Belli, że idziemy. Zanim wrócił wyszłam przed dom. Stałam tak zastanawiając się, jak wygląda jego wnętrze. Esme go urządzała, więc musiał być piękny. Wiedziałam tylko tyle, że jest w nim salon, a w salonie jest kominek, nad którym mogę sobie powiesić prezent od Alice i Rose. Zaczął wiać delikatny wiaterek. Zamknęłam oczy. Wiatr rozwiewał moje piękne, długie, kasztanowe loki. Sprawiał, że czułam się leciutka jak piórko. Dawał wrażenie jakbym unosiła się kilka centymetrów nad ziemią. Otwarłam oczy. Przede mną stał Jake i uśmiechał się szeroko.

- Słodko wyglądasz z tym rozmarzonym uśmiechem – szepnął – o czym myślałaś księżniczko? – nazywał mnie tak od zawsze, jednak od jakiegoś czasu sprawiało mi to większą przyjemność niż kiedyś. Dotknęłam jego policzka, oczywiście delikatnie się zarumieniłam i pokazałam mu o czym myślałam przez tą chwilę, kiedy na niego czekałam – Latać ci się zachciało? – zapytał z łobuzerskim uśmiechem i zanim zdążyłam odpowiedzieć złapał mnie za biodra i podniósł wysoko do góry obracając się wokół własnej osi. Uśmiechnęłam się i rozłożyłam szeroko ramiona. Tak dawno tego nie robił, a zawsze tak bardzo to uwielbiałam. Postawił mnie na ziemi – Chodźmy już. Inaczej do rana tam nie dojdziemy – zażartował. Poszliśmy powoli. Ludzkim tempem w stronę lasu. Jake jak to Jake zawsze próbował mnie rozśmieszyć, zawsze dbał o to, żebym była zadowolona, radosna i uśmiechnięta. Kiedy było mi smutno, wystarczało, że był, a humor od razu mi się poprawiał. Nie jedna dziewczyna na świecie chciałaby mieć takiego przyjaciela jak mam ja, ale mi to już nie wystarczało. Chciałam żeby był kimś więcej niż tylko moim przyjacielem. I choć nikomu tego nie powiedziałam i nie powiem, Jacob bardzo mi się podoba, oczywiście mówię teraz o wyglądzie. Jest niesamowicie przystojny. Jego ciemna karnacja pięknie kontrastuje z białymi zębami. Czarne włosy idealnie pasują do ciemno brązowych, dużych oczu Indianina. A te jego mięsnie… - Ness? Ziemia do Renesmee. Jesteś tam? – czy ja naprawdę o tym myślałam? Co się ostatnio ze mną dzieje…

- Przepraszam, trochę się zamyśliłam – uśmiechnęłam się do niego przepraszająco. Właśnie staliśmy przed drzwiami domku. Był piękny, piętrowy. Do drzwi wejściowych prowadziła kamienna ścieżka, a później kilka schodków na werandę. Ściany do wysokości schodów pokrywały owalne kamienie, a reszta pokryta była ciemnozielonym tynkiem.

- Daj kluczyk – powiedział Jacob z uśmiechem.

         Grzecznie podałam mu klucz i weszliśmy do środka. Korytarza nie było. Od razu wchodziło się do salonu, w którym już wisiał obraz ze mną i Jacobem pod postacią wilka. Cały domek urządzony był bardzo nowocześnie, w moim stylu. Dominował fiolet, czerwień, srebro i jasne odcienie szarości, jednak babcia nie zapomniała o delikatnych akcentach zieleni. Z tyłu domku był maleńki ogródek, kilka krzewów róż i nie wielkie oczko wodne, w którym pływały złote rybki.

- Zostaniesz tu dzisiaj ze mną? – zapytałam Jacoba. Widziałam, że był zadowolony moją propozycją, ale również zdziwiony. – Nie chcę pierwszą noc tutaj być sama – wyjaśniłam. Uśmiechnął się.

- Chętnie z Tobą zostanę – mówiąc to delikatnie mnie przytulił. Spuściłam wzrok zasłaniając twarz lokami, aby nie mógł zobaczyć rumieńców na moich policzkach. Jake nie jest głupi. Szybko zrozumie co się dzieje, pewnie nawet szybciej niż ja, a nie chciałabym, żeby to zniszczyło jakoś naszą przyjaźń. – Nessie – nadal nie podnosiłam wzroku – Popatrz na mnie – poprosił – wciąż czułam, że pieką mnie policzki. Widząc, że prośbami nic nie wskóra, położył dłoń pod moją brodę i stanowczym, a zarazem bardzo delikatnym ruchem uniósł moją twarz do góry. – Tyle razy widziałem jak się rumienisz, a ty dalej się tego wstydzisz? Powiedz kto zna cię lepiej ode mnie? – zapytał – Znam cię od pierwszych sekund twojego życia, Nessie, wiem, że coś się dzieje. Przede mną nic nie ukryjesz. – czyli od początku wiedział, że coś się zmieniło. A ja i tak starałam się to ukrywać.

- Możemy dzisiaj o tym nie rozmawiać? – zaproponowałam – Jak będę gotowa to na pewno ci powiem o co chodzi. Ale jeszcze nie teraz – chyba go przekonałam bo zapytał:

- To co będziemy dzisiaj robić? – uśmiechnęłam się do niego i dałam mu buziaka w policzek, po czym szepnęłam : „dziękuję”.

- Hmm… A może obejrzymy jakiś film? – Jacob uśmiechnął się łobuzersko i już chciał coś powiedzieć, ale mu przeszkodziłam – Oczywiście tym razem ty go wybierasz – zaśmiał się cichutko i podszedł do szafki pod telewizorem wybrać film.  Jakoś nie byłam zdziwiona, kiedy oznajmił mi, że jego wyborem jest : „Titanic”. Uwielbiałam ten film. Jake też bardzo go lubił. Mój przyjaciel włączył płytę i usiedliśmy na kanapie.

         Po dwóch godzinach zaczęłam się robić senna. Oparłam się o Jacoba, a on objął mnie ramieniem. Po kilku minutach zasnęłam. Kiedy się przebudziłam, wnosił mnie po schodach na górę. Położył mnie na dużym małżeńskim łóżku, przykrył kołdrą i chciał odejść.

- Zostań ze mną – powiedziałam łapiąc go za rękę. Już chciał usiąść koło łóżka, kiedy znowu mu nie pozwoliłam – Jake nie wygłupiaj się. Tutaj jest tyle miejsca a ty chcesz spać na podłodze? – słysząc moje słowa uśmiechnął się delikatnie i położył obok mnie na plecach. Przytuliłam się do niego, a on objął mnie ramieniem i zasnęłam.

         Śniło mi się, że chodziłam z nim za rękę po plaży w La Push. Świeciło słońce, było cieplutko, ale nikogo oprócz nas nie było na plaży. Wygłupialiśmy się, śmialiśmy się, świetnie się bawiliśmy. Byliśmy najlepszymi przyjaciółmi i parą jednocześnie. To wspaniałe rozwiązanie. Zawsze możesz porozmawiać z tą drugą osobą, wyżalić się komuś kto zna cię najlepiej. Kiedy coś jest nie tak, to właśnie on zauważy to pierwszy. Nagle sceneria snu zaczęła się zmieniać. Byłam sama w środku lasu. Biegłam. Uciekałam przed czymś. Nagle się obudziłam.

         Otwarłam oczy. Nadal przytulałam się do Jake’a, a on jeszcze spał. Zamknęłam oczy i próbowałam zasnąć, jednak już byłam wyspana. Leżałam tak i cieszyłam się tą chwilą. Wiedziałam, że szybko się nie powtórzy. Mój przyjaciel ostrożnie się poruszył. Udawałam, że śpię. Zaczął delikatnie smyrać mnie po ramieniu. Nie wiem ile to trwało, ale chciałam zatrzymać czas, żeby ta chwila nigdy się nie skończyła. Westchnęłam cichutko i zaraz tego pożałowałam.

- Nie ładnie tak udawać, że się śpi – powiedział Jake i rzucił we mnie poduszką, w tym momencie rozpętał wielką walkę na poduchy. 

2. Urodziny


            Weszłam do środka i usłyszałam głośne, radosne „niespodzianka”. Uśmiechnęłam się do nich szczerze. Wiedziałam, że Alice urządzi przyjęcie, jak co roku. Dziesiąty września, moje urodziny. Za trzy dni są urodziny Belli. Jednak ona nie lubi przyjęć i prezentów. Ale moją ciocię to nie interesowało. I tak każdego roku urządza jej imprezę. Skromną, bo tylko na takie jest w stanie zaciągnąć moją mamę. Kiedy ja pogrążyłam się w rozmyślaniach wszyscy zaczęli śpiewać „Sto lat!”. Uśmiechnęłam się jeszcze szerzej. Gdy już skończyli po kolei do mnie podchodzili. Pierwszy byli rodzice. Mocno mnie przytulili i odeszli na bok robiąc miejsce dla reszty. Następni podeszli do mnie dziadkowie – Esme i Carlisle. Później dziadek Charlie, Jacob – kiedy on mnie przytulał znowu się zarumieniłam – Rosalie i Emmett, a na końcu Jasper i Alice.

            W tej chwili do salonu weszła Esme niosąc ogromny tort pomarańczowy, na którym paliło się sześć różowych świeczek. Pomarańcze, chyba jedyne ludzkie jedzenie nie wliczając lodów i napoi, które mi smakowało.
- Pomyśl życzenie księżniczko i  zdmuchnij te świeczki zanim się wypalą – powiedział z uśmiechem Jake. Ten sam Jake, z którym wygłupiałam się dzisiaj na plaży, ten sam, który był przy mnie prawie każdego dnia mojego życia. Spojrzałam porozumiewawczo na mamę, aby wzięła mnie pod swoją tarczę i pomyślałam życzenie. „Chciałabym, aby mój przyjaciel był kimś więcej niż tylko przyjacielem” i wypuściłam powietrze z płuc wprost na różowe świeczki – zdradzisz mi co pomyślałaś? – pytał zaciekawiony, jakby każde słowo, które powiem było cenniejsze niż wszystko inne na świecie.

- Nie, bo się nie spełni – tak naprawdę nie chciałam, żeby ktoś dowiedział się o czym myślę od kilku dni.

- Dobra koniec tego gadania – usłyszałam wysoki głosik Alice. Piękna, niska wampirzyca o twarzy chochlika i krótko ściętej, stojącej na wszystkie strony, kruczoczarnej fryzurce. Kochała urządzać przyjęcia, to właśnie ona urządzała wszystkie imprezy w naszej rodzinie. Nawet wesele rodziców, wtedy jednak troszkę pomagała jej babcia Esme – pora na… - zawiesiła teatralnie głos – PREZENTY! – wykrzyknęła radośnie. – No chodź Nessie. Pierwszy ten od Esme i Carlisle’a.

            Podała mi małe pudełeczko owinięte w fioletowy papier ozdobny z czerwoną wstążeczką. Rozwiązałam kokardkę i podniosłam wieczko. Moim oczom ukazał się niewielki mosiężny kluczyk, a pod spodem karteczka z napisem : „Nessie, mamy nadzieję, że twój nowy domek Ci się spodoba. Jest niedaleko kamiennego domku i naszego domu, więc będziesz mogła odwiedzić nas w każdej chwili. Dziadek i Babcia.” Naprawdę się wzruszyłam. Faktycznie od jakiegoś czasu marzyłam o własnym, malutkim domku gdzieś w pobliżu, ale nie sądziłam, że rodzice się na to zgodzą. Wstałam, podbiegłam do dziadków i mocno ich uściskałam.

- Dziękuje, dziękuję, dziękuje! – krzyknęłam radośnie.

- Czyli mamy rozumieć, że prezent ci się podoba? – spytała Esme.

- Oczywiście, że tak. Jakże mogłoby być inaczej? – to pytanie retoryczne upewniło wszystkich, że prezent był trafiony w stu procentach.

            Następne pudełeczko, które podała mi Alice było w jasnozielonym papierze prezentowym i miało ciemnozieloną kokardkę. Ten był od Jacoba. Serce zaczęło mi troszkę szybciej bić, a policzki nabrały delikatnie czerwonej barwy. Rozwiązałam wstążeczkę i podniosłam pokrywkę. Była tam bransoletka z rdzawo brązowym wilkiem, bardzo podobna do tej, którą Jake kiedyś zrobił mojej mamie, jednak na tej w pudełku wisiał dwa razy większy wilk. Byłą piękna. Spojrzałam na przyjaciela i ruchami warg powiedziałam „Dziękuję”. Uśmiechnął się do mnie i skinął głową na znak, że zrozumiał. Kolejny prezent, który podała mi ciocia był od rodziców. Poznałam, po niebieskim papierze, w który owinięty był prezent. Powolutku zdarłam go i otwarłam pudełko. Kupili mi duży, dotykowy telefon htc w kolorze srebrnym. Był śliczny. Szybko ich przytuliłam i usiadłam znowu na kanapie.
- No to teraz nasz – powiedział Emmett i podał mi niezapakowane granatowe pudełeczko. „Nasz” to znaczy od niego i Jaspera. Otworzyłam je i znalazłam w nim kluczyki do sportowego, czarnego audi R-10. Po raz kolejny wstałam i mocno ich przytuliłam. Kolejny prezent był od dziadka Charliego. Rozpakowałam go. Była to książka. Kochałam czytać i on doskonale o tym wiedział.

- „1001 legend świata”, w moim guście – powiedziałam z uśmiechem patrząc na dziadka i jego również uściskałam.

- No to został już tylko nasz – powiedziała Rose – twoja mama zabroniła nam kupować ci jakiekolwiek ubrania lub buty – w tym momencie Alice zrobiła smutną minę – dlatego mamy dla ciebie coś innego – i teraz obie się uśmiechnęły. Spojrzały na siebie, wbiegły po schodach na górę, a już po sekundzie były spowrotem na dole. Trzymały w rękach ogromny obraz, na którym ktoś zamieścił scenę sprzed kilku dni. Słoneczna polanka, Jacob, leżący pod postacią wilka i ja, siedząca i opierająca się o niego. Był wspaniały. – powiesisz go sobie nad kominkiem w swoim domku, piękny prawda?

- Przepiękny. – w oczach miałam łzy, Jake podszedł do mnie, objął mnie i ramieniem i powiedział:

- Tak, jest wspaniały – teraz naprawdę wyglądało to bardziej jakbyśmy byli parą, a nie przyjaciółmi, ale nie przeszkadzało mi to. Znowu się zarumieniłam, ale tym razem nie spuszczałam wzroku. Wpatrywałam się w ten cudowny obraz i wspominałam tamten dzień.

„- Co powiesz na małą przejażdżkę księżniczko?- zapytał Jacob uśmiechając się do mnie łobuzersko. Uwielbiałam ten uśmiech. Serce zaczęło mi trochę szybciej bić i lekko się zarumieniłam.

- Jasne- odpowiedziałam mu również uśmiechem. Jake zniknął na moment w drzewach i po chwili wrócił pod postacią rdzawo brązowego wilka. Schylił się bym mogła wejść mu na grzbiet. Złapałam dłońmi sierść na jego karku i pobiegł w las.

 Był śliczny słoneczny dzień. Biegł tak przez kilka minut. Nagle poczułam potrzebę, żeby się do niego przytulić, więc po prostu położyłam się na brzuchu i objęłam jego szyję. Zatrzymał się na ślicznej polanie. Zeskoczyłam z niego i znowu na kilka sekund zniknął w drzewach.

            Wrócił, jak to miał w zwyczaju, w samych spodniach, bez koszulki. Po raz kolejny tego dnia serce zabiło mi mocniej i szybciej, moje policzki nabrały czerwonej barwy.

- Tak mocno się mnie trzymałaś jak biegliśmy, coś się stało, przestraszyłaś się czegoś?- zapytał lekko zaniepokojony.

- Nie, nic się nie stało, po prostu… - urwałam, trochę wstyd mi było to przyznać, ale spojrzał na mnie wzrokiem mówiącym „mi możesz powiedzieć wszystko”, więc się przełamałam- po prostu chciałam się do ciebie przytulić. – uśmiechnął się słodko i usiadł koło mnie na trawie. Siedzieliśmy tak ponad godzinę, po czym Jake powiedział, że powinniśmy się już zbierać. Zniknął trzeci raz dzisiaj, aby zmienić się w wilka i wrócił po kilku sekundach.

- Możemy posiedzieć jeszcze kilka minut? Proszę – powiedziałam kiedy się schylał. Już chciał iść wrócić do swojej ludzkiej postaci, gdy zatrzymałam go – możesz zostać tak – powiedziałam uśmiechając się. Położył się powrotem na trawie. A ja usiadłam i się o niego oparłam. Nawet nie pamiętam, kiedy wtedy zasnęłam.
To właśnie ten moment był uwieczniony na obrazie od Alice i Rose.”

            Moje rozmyślania przerwało głośne chrząknięcie Jacoba. Jeszcze raz spojrzałam na obraz, uśmiechnęłam się do wspomnień i zaczęłam razem z resztą rodziny świętować moje urodziny.